Kim była Batszeba?

„J to źródłowy autor tych części Biblii, które dziś nazywamy Księgą Rodzaju, Księgą Wyjścia oraz Księgą Liczb; to jednak, co autorka ta napisała, podlegało cenzurze, rewizji i różnego rodzaju zniekształceniom przez następne pięć wieków, znajdując swój ostateczny wyraz w pisarskich zabiegach Ezdrasza (albo jednego z jego uczniów) w okresie powrotu z niewoli babilońskiej. Rewizjonistami tymi byli kapłani i sakralni pisarze, których urażał ironiczny ton, jakim Batszeba opisuje Jahwe. Jej Jahwe jest ludzki, nazbyt ludzki; je i pije, często wpada w gniew, rozkoszuje się swymi podstępami, jest zazdrosny i mściwy, deklaruje sprawiedliwość, podczas gdy ewidentnie faworyzuje swych ulubieńców, a w końcu, w chwili gdy przekazuje swe błogosławieństwo z małej elitki na cały naród Izraela, popada w poważną nerwicę lękową”.

„Ambiwalencja w relacji między człowiekiem a Bogiem to jedno z największych odkryć J, kolejne znamię oryginalności do tego stopnia odwiecznej, że niemal już nie potrafimy jej docenić, tak dalece bowiem pochłonęły nas historie opowiedziane przez Batszebę. A jednak doznajemy szoku, gdy nagle uświadamiamy sobie, że zachodni kult Boga – uprawiany przez żydów, chrześcijan i muzułmanów – jest w istocie kultem postaci literackiej stworzonej przez J, nawet jeśli później nałożyły się na nią bardziej pobożne rewizje. Jedynym porównywalnym szokiem, jaki przychodzi mi na myśl, jest ten, który towarzyszy rozpoznaniu, że ukochany przez chrześcijan Jezus jest także w dużej mierze postacią literacką autorstwa Marka, albo zdziwienie, które nachodzi nas, gdy czytamy Koran i słyszymy tylko jeden głos – Allaha – zarejestrowany w każdym szczególe przez proroka Mahometa. Być może pewnego dnia, gdy okaże się, że dominującą religią amerykańskiego Zachodu stanie się mormonizm, pojawią się i tacy, dla których czwartym z kolei szokiem będzie odkrycie niezwykłej śmiałości autentycznego profety Ameryki Josepha Smitha w jego najlepszych wizjach: „Drogocennej perle” oraz „Doktrynach i przymierzach”.

Harold Bloom, Kanon Zachodu. Także w literaturze przeżywają tylko najsilniejsi, „EUROPA” 70/2005


Dodaj komentarz